wtorek, 23 września 2014

...




W środę w Sejmie odbędzie się głosowanie nad Konwencją o zwalczaniu i zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Od decyzji posłów i posłanek zależy, czy rozwiązania prawne oraz wymogi dotyczące jakości i dostępności pomocy dla ofiar przemocy domowej i przemocy seksualnej wejdą w życie.

Zażądaj życia bez przemocy!


Obecna sytuacja kobiet doświadczających przemocy jest dramatyczna. Brakuje ogólnodostępnej fachowej pomocy prawnej, psychologicznej i socjalnej dla ofiar przemocy. Niska skuteczność ścigania i karania sprawców przemocy domowej i przemocy seksualnej powoduje, że ofiary przemocy domowej i seksualnej są pozostawione same sobie.

Oczekujemy, że posłowie i posłanki Sejmu zagłosują za ratyfikacją Konwencji dając silny sygnał dla osób doznających przemocy, że Polska nie toleruje przemocy, państwo będzie jej skutecznie przeciwdziałać.

W wyniku przemocy domowej co roku ginie w Polsce około 150 kobiet. Oznacza to, że każdego tygodnia giną w Polsce 3 kobiety, które mogłyby żyć, gdyby otrzymały pomoc i wsparcie ze strony państwa. Dla porównania w Hiszpanii, gdzie od 10 lat państwo postanowiło w sposób zdecydowany karać sprawców i aktywnie pomagać ofiarom, liczba kobiet ginących z rąk członków rodziny zmniejszyła się o 24% i wynosi obecnie 54 ofiary rocznie.

Instytucje polskiego państwa nie radzą sobie z udzielaniem pomocy ofiarom przemocy domowej i przemocy seksualnej oraz skutecznym ściganiem i karaniem sprawców przemocy. W 2013 roku policja zidentyfikowała 87 tysięcy ofiar przemocy domowej oraz 61 tys. osób podejrzanych o stosowanie przemocy. Jednak jedynie 11 890 sprawców zostało skazanych za przemoc wobec bliskich i była to najniższa w historii liczba skazań. Sprawcy przemocy w 86% przypadków otrzymują karę więzienia w zawieszeniu, a jedynie 4% skazanych otrzymuje nakaz opuszczenia mieszkania zajmowanego razem z ofiarą przemocy.

Konwencja Rady Europy o zwalczaniu i zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej wyznacza wymagania wobec krajów Rady Europy dotyczące zarówno rozwiązań prawnych jak i odpowiedniej infrastruktury pomocowej dla ofiar przemocy domowej i przemocy seksualnej. Konwencja wymaga konkretnych rozwiązań wychodzących naprzeciw potrzebom ofiar przemocy domowej takich jak:

  • 24-godzinna bezpłatna infolinia dla ofiar przemocy,
  • skuteczna izolacja sprawcy przemocy od osób pokrzywdzonych,
  • sprawne i zdecydowane ściganie i karanie sprawców przemocy,
  • rozbudowana i skuteczna profilaktyka
  • odpowiednia do potrzeb liczba schronisk i ośrodków specjalistycznych dla ofiar przemocy domowej.

Dotychczas Konwencję ratyfikowało 14 państw: Albania, Andora, Austria, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Dania, Francja, Hiszpania, Malta, Portugalia, Serbia, Szwecja, Turcja i Włochy.

http://amnesty.org.pl/no_cache/aktualnosci/strona/article/8419.html


Mity na temat przemocy


Przemoc to każde zachowanie, które nas poniża, narusza nasze prawa i powoduje psychiczne lub fizyczne cierpienie. Nie musi wiązać się z fizycznymi obrażeniami. Znęcanie się psychiczne i wymuszanie współżycia seksualnego są również formą przemocy.

Mit: Przemoc w rodzinie nie jest zjawiskiem częstym.
Fakt: Prawie jedna trzecia kobiet w pewnym okresie swojego życia staje się ofiarą przemocy w rodzinie. Dane te dotyczą zarówno przemocy fizycznej, seksualnej jak i znęcania się psychicznego

Mit: Przemoc w rodzinie to sprawa prywatna. Nikt nie powinien mieszać się do tego, w jaki sposób małżonkowie / partnerzy rozwiązują swoje problemy.
Fakt: Przemoc w rodzinie jest przestępstwem i istotnym problemem społecznym; dotyczy każdego z nas. Prawie połowa zamordowanych kobiet to ofiary swoich mężów/ partnerów lub byłych partnerów.

Mit: Sprawcy przemocy w rodzinie działają pod wpływem alkoholu.
Fakt: Wielu mężczyzn stosujących przemoc robi to na trzeŸwo, inni piją po to aby bić. Alkohol jest dla nich tylko usprawiedliwieniem, pozwala uniknąć odpowiedzialnośœci.

Mit: Przemoc w rodzinie występuje wyłącznie w niższych klasach społecznych.
Fakt: Przemoc w rodzinie może dotknąć każdego z nas. Badania wykazują, że mężczyźni stosujący przemoc pochodzą z różnych grup społecznych.

Mit: Prawdopodobieństwo użycia przemocy ze strony obcego mężczyzny jest większe niż ze strony własnego męża partnera.
Fakt: Przemoc w rodzinie jest zjawiskiem częstszym niż ta na jaką jesteśœmy narażeni na ulicy, w barze lub miejscu pracy. Przemoc wobec kobiet w rodzinie stanowi jedną czwartą wszystkich zgłoszonych organom ścigania aktów przemocy.

Mit: Mężczyźni, którzy używają przemocy muszą być chorzy psychicznie.
Fakt: Nie ma bezpośœredniego związku pomiędzy przemocą w rodzinie a chorobą psychiczną. U podłoża przemocy wobec kobiet leży dążenie do przejęcia nad nimi kontroli i utrzymania władzy .

Mit: To był jednorazowy incydent, który się nie powtórzy.
Fakt: Przemoc wobec żony/ partnerki rzadko jest jednorazowym incydentem. Zazwyczaj jest tylko pierwszym ogniwem w łańcuchu nasilającej się przemocy. Ponad jedna czwarta bitych kobiet staje się ofiarą przemocy częœściej niż pięć razy w roku.

Mit: Przemoc w rodzinie jest wynikiem chwilowej utraty samokontroli.
Fakt: Większośœć sprawców planuje swoje działania. Kiedy biją starają się to robić tak aby nie zostawiać œśladów.

Mit: Kobieta musiała zrobić coœ czym „zasłużyła" sobie na przemoc.
Fakt: Nikt nie "„zasługuje" na zniewagi i bicie. Wielu sprawców przemocy stawia swoim partnerkom absurdalne wymagania i oczekuje od nich rzeczy niewykonalnych. Każdy pretekst jest dobry.

Mit: Kobiety są najczęœściej gwałcone poza domem, w ciemnych alejkach, późŸno w nocy.
Fakt: Jedynie 9% gwałtów ma miejsce poza domem. Zdecydowana większośœć tego typu przestępstw jest dokonywanych w pomieszczeniach, zazwyczaj w mieszkaniu. Kobiety zgwałcone w domu lub w miejscu pracy rzadziej zgłaszają to na policję z obawy, że i tak nikt im nie uwierzy.

Mit: Gwałty na kobietach najczęœściej dokonywane są przez osoby obce.
Fakt: W 83% przypadków sprawcami gwałtów są osoby, które kobieta zna i którym ufa. W 20% są to kochankowie a w 33% mężowie ofiar

Mit: Wszyscy wiedzą, że kiedy kobieta mówi "„nie", często myœśli "„tak".
Fakt: Kiedy kobieta mówi "„NIE" ma na myśœli "„NIE".

Mit: Kobiety w końcu ulegają, rozluŸźniają się i czerpią z tego przyjemnośœć.
Fakt: Kobiety nie czerpią przyjemnośœci z przemocy seksualnej. Nikt przecież nie myśœli, że ofiarom morderstwa, kradzieży lub innego typu przestępstw sprawia to przyjemnośœć.

Mit: Jeœli kobieta nie została pobita i nie stawiała oporu, to nie był to gwałt.
Fakt: Gwałciciele często używają broni lub grożą użyciem przemocy w celu zastraszenia swoich ofiar. Fakt, że nie ma ewidentnych śœladów stosowania przemocy nie oznacza, że kobieta nie została zgwałcona.

Mit: Gdy mężczyzna zostanie seksualnie pobudzony musi odbyć stosunek płciowy.
Fakt: Większośćœ gwałtów to przestępstwa popełniane z premedytacją. Gwałt jest aktem przemocy, a nie zaspokojeniem seksualnym. Mężczyzna gwałci lub w inny sposób wykorzystuje seksualnie kobietę z chęci upokorzenia jej, pokazania swojej władzy i kontroli nad nią.

Mit: Mężczyzna był pod wpływem alkoholu / narkotyków / w depresji / w stresie / nie był sobą.
Fakt: MężczyźŸni używają różnych argumentów aby usprawiedliwić popełnione przez siebie przestępstwo. Nic nie usprawiedliwia gwałtu . Trudno nam jest pogodzić się z faktem, że osoby, którym ufałyśœmy i które kochamy mogą być wobec nas okrutne, znęcać się nad nami fizycznie lub psychicznie, wykorzystywać nas seksualnie. Wiele kobiet przez długie lata godzi się na rolę ofiary, ponieważ wstydzi się komukolwiek powiedzieć o tym co się dzieje w ich domach i pozwala sobie wmówić odpowiedzialnośœć i winę za istniejący stan rzeczy. Nie pozwól aby Cię obarczano odpowiedzialnością za przemoc której doznałaśœ. To nie Ty jesteśœ winna temu, że mąż lub partner stosuje wobec Ciebie przemoc, wymusza współżycie lub znęca się psychicznie. Pamiętaj, nic nie usprawiedliwia przemocy!!!

Nikt nie ma prawa Cię bić lub w inny sposób się nad Tobą znęcać. PRZEMOC JEST PRZESTĘPSTWEM. To nie Ty ale ON powinien się wstydzić. Nie ukrywaj więc przed innymi tego co dzieje się w Twoim domu. Nie cierp w milczeniu, powiedz NIE i daj przykład innym.

Żródło: cpk.org.pl

poniedziałek, 22 września 2014

SYNDROM WYUCZONEJ BEZRADNOŚCI

SYNDROM WYUCZONEJ BEZRADNOŚC+oryginał

„Od 5 lat mieszkam z mężczyzną, który mnie poniża i robi ze mną prawie wszystko, na co ma ochotę. Gotuję, sprzątam i na dodatek zwyczajnie pracuję od 8 do 17-tej. Kocham tego drania chyba bardziej niż siebie. Wiem doskonale, że powinnam go zostawić, ale nie mam siły. Nie potrafię wziąć się w garść i po prostu odejść. Najśmieszniejsze jest to, że dom jest mój, ale kiedy myślę o rozstaniu – wiem, że to ja wyjdę zostawiając mu wszystko. Wstydzę się tego w jaki sposób mnie traktuje i poniża. Nie ma żadnych hamulców. Potrafi mi naubliżać przy ludziach. Niedawno odkrył, że może mnie bezkarnie bić. Bo ja nic z tym nie robię. Cierpię tylko wtedy kiedy widzę jego śliniący się wzrok zawieszony na tyłku jakiejś wywłoki w za krótkiej spódnicy. Mnie odkąd pamiętam powtarza, że jestem za gruba (53 kg przy 164 cm wzrostu!). Nie mamy dzieci. Na szczęście. Nie przeżyłabym tego, żeby widziały jak tatuś szarpie mamą, albo nazywa ją brudną szmatą. Doprowadził mnie do takiego stanu, że już nie walczę. I czuję się jak szmata. Jednego tylko nie rozumiem: Dlaczego ja go tak cholernie KOCHAM?”


„Ostatnie 7 lat byłam z kimś, kto maltretował mnie psychicznie i fizycznie. W czasie tych 7 lat rozstawałam się i wracałam do niego. Teraz wiem, że nie potrafię i nie chcę bez niego żyć, mimo tego, że mnie katował. Potrafił skopać mnie leżącą, kopnąć butem w twarz, okładać pięściami po całym ciele, bić po twarzy i po głowie, dusić rękami. Wiele razy byłam pokaleczona, bo się z nim szarpałam. Jednak ciosy psychiczne, jakie mi zadawał były o wiele gorsze niż te fizyczne… nie potrafię tego nawet opisać…
Zawsze po takich akcjach nienawidziłam go z całego serca i krzyczałam żeby wynosił się z mojego życia. Kiedy jednak rany się goiły, zaczynałam za nim tęsknić. Wtedy on przychodził, przepraszał, ja wybaczałam i wszystko zaczynało się od nowa.
Podczas najdłuższej, ponad półrocznej przerwy, udało mi się poznać kogoś innego. Wtedy on nagle znowu zaczął się o mnie starać i zabiegać. Zostawiłam tamtego mężczyznę i wróciłam, choć nie wierzyłam w jego zapewnienia, że się zmienił, że żadna z tych rzeczy się więcej nie powtórzy… Nie wierzyłam, ale wróciłam do niego wmawiając samej sobie, że jeśli jeszcze, choć raz przez niego zapłaczę – zakończę to. Płakałam jednak nie raz. I nie kończyłam.”

Co powoduje kobietami, że choć partner lżył i bił, przez lata tkwiły w zniewolonym związku, poniżane, szykanowane, bite? Odpowiedzi może być kilka. A może kilkanaście. I żadna może nie być prawdziwa. Chcę przyjrzeć się jednej z koncepcji, abyście i Wy mogły spojrzeć na zjawisko z szerszej perspektywy, jak na coś, co jest większe od nas. Co jednak nie oznacza, że może bez końca rządzić naszym życiem. Nikt ani nic nie może decydować o tym kim jesteśmy ani kim będziemy. Co innego twierdzi Martin Seligman.
Amerykański psycholog Seligman w 1965r. sformułował teorię wyuczonej bezradności. Przez wiele lat pracował on nad wyjaśnieniem genezy powstawania bierności i rezygnacji. W eksperymencie, który przeprowadził wzięły udział psy. Seligman podzielił je na 2 grupy. W pierwszej były psy, które nie brały udziału wcześniej w żadnych eksperymentach. Wpuszczano je do pomieszczenia, w którym były poddawane oddziaływaniu bolesnego wstrząsu elektrycznego. Aby uniknąć wstrząsu psy musiały dostać się do drugiego pomieszczenia, które było oddzielone od pierwszego wysoką barierką. Po otrzymaniu pierwszego wstrząsu, psy biegały chaotycznie, wyjąc i zanieczyszczając pomieszczenie. Po chwili część z nich odkrywała barierkę, przeskakiwała ją i znajdowała schronienie w drugim pomieszczeniu, wolnym od bolesnych razów. Po kilku próbach wszystkie psy uczyły się unikać wstrząsu.

W drugiej grupie badawczej umieszczono psy, które wcześniej poddawane były wstrząsom w innych doświadczeniach. Po pierwszym wstrząsie, zachowywały się identycznie jak psy niedoświadczone. Biegały dookoła zanieczyszczając się. To, co było najbardziej zaskakujące to ich reakcja na kolejne elektro-uderzenia. Po kolejnych wstrząsach psy przestawały szukać drogi ucieczki z pomieszczenia. Pozostawały bierne pomimo zadawanego im bólu. Te, które przypadkowo odkrywały barierkę i przeskakiwały na drugą stronę – wracały do pomieszczenia pierwszego, w którym były narażone na dawki prądu.
Zwierzęta, które biernie poddawały się wstrząsom w dłuższym okresie traciły apetyt, chudły, w końcu zapadały na różne choroby, niektóre zdychały. Ulegały mechanizmowi autodestrukcji. Zatruły je hormony stresu, a ich system odpornościowy załamał się. Zanikły odruchy, instynkt samozachowawczy wyłączył się. Kiedy udostępniono im drogę ucieczki, były zbyt zagubione lub zbyt słabe, aby z niej skorzystać. Poddawały się. Seligman nazwał tę specyficzną reakcję wyuczoną bezradnością.

Kolejnym jego eksperymentem była próba nauczenia psów pozytywnej reakcji. Dokonano tego poprzez tzw. pozytywne wzmocnienie polegające na przeciąganiu zwierząt siłą z pomieszczenia „wstrząsowego” do bezpiecznego. Po wielu próbach Seligman wysnuł wniosek, że gdy psy raz weszły w charakterystyczny stan bierności, niezwykle trudno jest je z niego wytrącić. Zwierzęta potrzebowały wielu doświadczeń pozytywnego wzmocnienia, aby w końcu przyswoić sobie lekcję, że można uniknąć razów przeskakując do innego pomieszczenia.

Ile razy trzeba było je przeciągać siłą, żeby mogły się zacząć samodzielnie ratować?

Około 200.

W 1971 roku D. Hiroto przeprowadził serię eksperymentów z udziałem ludzi. Celem eksperymentu było zbadanie, czy u ludzi poddanych podobnym sytuacjom, wystąpi wyuczona bezradność (Hiroto, 1974). Ze względów humanitarnych nie poddawano ich działaniu szokom elektrycznym, jednak wyniki badań były zbieżne. Uczestnicy eksperymentu brali udział w grze, w której nie można było przewidzieć wyniku, a gracz przeważnie był przegranym. Po jakimś czasie ludzi ogarniała bierność. Oni też poddawali się.
Leonora Walker, badając przez wiele lat zachowanie kobiet – ofiar przemocy w rodzinie, wykazała, że w ich przypadku zjawisko wyuczonej bezradności występuje z taką samą intensywnością, a schemat jej powstawania jest identyczny. Po pojawieniu się aktów przemocy, kobiety podejmują różne działania mające wpłynąć na partnera, stosują techniki znane od tysiącleci: od prośby do groźby. Gdy jednak przekonują się o nieskuteczności swoich zabiegów, rodzi się w nich poczucie bezsilności.
Bo cokolwiek by nie zrobiły, zachowanie partnera zawsze było jedną wielką niewiadomą. W rozmowie kobiety wspominają: „Nic nie było w stanie go zadowolić, zawsze wykazywał mi, że wszystko przeze mnie, przez mój błąd, moją ignorancję, czy głupotę”. W ten sposób kobiety dochodziły do wniosku, że nie ma znaczenia, jak bardzo będą się starać, skoro i tak nie skutkuje to pozytywnym rezultatem. Tym samym, nie ma sensu robić cokolwiek. Poddawały się. Trwały, biernie przyjmując razy, tak jak psy.
Nie wszystkie kobiety zachowują się w podobny sposób. Są takie które potrafią postawić partnera do pionu. Są i takie, które wychodzą trzasnąwszy drzwiami. Dlaczego zdecydowana większość z nas znosi upokorzenia?

Jak pokazują badania, powstawaniu stanu zgody na krzywdę i wykorzystanie w dorosłym życiu sprzyjają trzy czynniki:

– pesymizm lub optymizm matki
– nadmierny krytycyzm dorosłych
– kryzysy życiowe okresu dzieciństwa

Pesymizm lub optymizm matki. Istnieje bardzo wyraźny wpływ sposobu, w jaki matka odbiera rzeczywistość na odporność psychiczną dziecka. Co ciekawe jednak, nie stwierdzono podobnej zbieżności między dziećmi i ojcami. Prawdopodobnie dlatego, że dzieci pozostają w silnych związkach emocjonalnych z osobami, które poświęcają im najwięcej czasu, a więc zazwyczaj z matkami. Dzieci obserwują to, jak matki reagują w różnych sytuacjach, w tym w sytuacjach trudnych, czy beznadziejnych. Uczą się od nich walki lub uległości. I jak pokazują statystyki – częściej uczą się bezradności.

Nadmierny krytycyzm dorosłych. Dziecko, które jest bezustannie krytykowane buduje swój odbiór świata na przekonaniu, że wszystko, co robi i tak jest złe. Takie dziecko to gwarantowany kandydat (a raczej kandydatka) na ofiarę syndromu bezradności.

Kryzysy życiowe. Są to wydarzenia, w wyniku których sytuacja dziecka ulega nagle znacznemu pogorszeniu, na przykład kryzys ekonomiczny, wojna, emigracja, lub bardziej pospolite, takie jak rażące pogorszenie się sytuacji ekonomicznej w rodzinie czy rozwód bądź śmierć rodzica. Wiele zależy od tego, czy trudna sytuacja zostanie zażegnana. Jeżeli pomimo wysiłków nie zakończy się ona pomyślnie i jej konsekwencje będą ciągnęły się przez wiele lat, dziecko najprawdopodobniej nauczy się, że takim zdarzeniom nie można przeciwdziałać. W przyszłości może to stać się przyczyną bierności i depresji w obliczu kryzysu życiowego.

Córki takich matek są od dziecka programowane na uległość. W związku nie walczą o siebie, pasywnie oczekują aż coś się wydarzy. Najlepiej jakiś cud. W międzyczasie godzą się na złe życie. Wbrew pozorom kobiet tych jest więcej niż nam się wydaje. Co więcej, one zdają sobie sprawę ze strat, jakie ponoszą, ale nic nie mogą z tym zrobić. Ich oprogramowanie na to nie pozwala. Trzeba znaleźć w sobie siłę na bunt i to bunt wobec siebie samej żeby wyjść z tej matni. A potem zabić w sobie tę miłość, którą obdarzamy najbliższego człowieka, żeby móc uratować siebie. To jest walka w której nie ma zwycięzców.

Jeśli i ty jesteś przekonana, że cokolwiek byś nie zrobiła i tak nie przyniesie to efektu, wiedz że masz rację. Nikt poza tobą nie może sprawić, abyś myślała inaczej. Jeśli liczysz na to, że ktoś cię uratuje, muszę cię rozczarować. Nikt taki się nie pojawi, a przynajmniej nie po to aby cię ratować. Może szuka kolejnego „dawcy”.

Dopóki jesteś w tej niewidzialnej klatce, jesteś niewidoczna. Najpierw sama musisz siebie uratować, uciec z klatki, w którą zamieniło się twoje życie. Pamiętaj, że to nie gra komputerowa. Masz tylko jedno życie i to ty decydujesz co z nim zrobisz. Możesz się poddać i przegrać swoje życie a możesz zacząć walczyć o siebie. Nigdy nie jest za późno. Nawet nie wiesz ile masz w sobie siły i mądrości. I nie dowiesz się tego, póki nie odważysz się sięgnąć po wolność. Prawdą jest, że my kobiety nie jesteśmy stworzone by walczyć. Mamy pielęgnować miłość, czuwać nad jakością ogniska domowego, koić smutki bliskich. Ale też czasy mamy inne. Ludzie są inni. Oczekiwania są inne. Skoro pracujemy jak mężczyźni, możemy też myśleć jak oni i walczyć jak oni. A to wszystko po to, aby być wreszcie kobietą.


Beata Markowska