niedziela, 25 kwietnia 2010

...

Co innego lewitować na dnie a co innego to być do niego wciśniętym
Dziś czas nie miał znaczenia,błogie niebycie opanowało jej ciało.
Spała,czytała,oglądała,spała,leżała,rozmawiała z pisklakiem.Było fajnie,wreszcie nie czuła tego wszechobecnego ścisku w dołku,ciągłego spoglądania na zegarek,pośpiechu...
Ale jak w każdej bajce,do czasu
Do czasu,kiedy to on z furią wleciał w jej bezczas i zakomunikował,że ma trzy dni na to,żeby wypierdalać z domu,trzy dni i on jej wtedy pokaże
Udając że jego słowa jej wcale nie ranią, skuliła się w swoim zaszczutym ja
kiedyś się to zmieni,ja to wiem

3 komentarze:

  1. Może być taki "międzyczas", kiedy warto pobyć na samym dnie, żeby z tej perspektywy zobaczyć, że tam być się nie chce. To taki stan, w którym można zdać się na grawitację i odczuć własną bezsilność, ale tylko po to, żeby nie walczyć o to, co na tę walkę nie zasługuje. Prościej mówiąc: dno jest po to, żeby sie z niego dźwignąć. Czasem zawołać: wyciągnijcie mnie stąd!
    Wszystko się zmieni, ale pod jednym warunkiem: raz trzeba zrobić coś INACZEJ niż zazwyczaj. Coś, co może wydawać się drobiazgiem, a jest pierwszą istotną zmianą. Cokolwiek, byle inaczej.
    Z wyrazami wsparcia

    Ania Ny

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani X.... mam pytanie czy kiedykolwiek Pan X dotrzymał swoich wypowiedzianych gróźb... a może to po prostu szczekanie wystraszone Burka.
    Ślę ogromne uściski, wyciągam dłoń...

    OdpowiedzUsuń